Znowu pobudka tuż po 6-ej. Tym razem po wczorajszym zimnisku przywitało nas piękne słońce. O 7-ej nasza grupa ma trening interwałowy z Heleną na dworze, a potem trening z hantlami w salce z Marleną. Jeszcze przed obiadem poczuję pierwsze zakwasy w ramionach po tych ćwiczeniach. Po śniadaniu maszerujemy techniką sportową do Niechorza. Idziemy zwiedzać Park Miniatur Latarni Morskich. Pani przewodnik, z czapką marynarską na głowie, bardzo ciekawie przedstawia historie dziesiątek zgromadzonych w Parku latarni.
Po obiedzie kolejne atrakcje - wspinanie w parku linowym.
Początkowo nie chcę brać w tym udziału, ale siła przekonywania Helenki jest tak skuteczna, że decyduję się przejść najłatwiejszą trasą, ale tylko na najniższym poziomie. Wyżej nie mam odwagi wejść. Zakwasy po ćwiczeniach z hantlami utrudniają mi wspinanie. Co poniektórzy poszli jeszcze potem na trening z Marcinem Zwinność + Koordynacja. Wieczorem natomiast było znowu ognisko z pieczeniem kiełbasek i tańczeniem salsy pod kierunkiem Marleny.
Początkowo nie chcę brać w tym udziału, ale siła przekonywania Helenki jest tak skuteczna, że decyduję się przejść najłatwiejszą trasą, ale tylko na najniższym poziomie. Wyżej nie mam odwagi wejść. Zakwasy po ćwiczeniach z hantlami utrudniają mi wspinanie. Co poniektórzy poszli jeszcze potem na trening z Marcinem Zwinność + Koordynacja. Wieczorem natomiast było znowu ognisko z pieczeniem kiełbasek i tańczeniem salsy pod kierunkiem Marleny.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz